Misja
pod kryptonimem:
"Parowozy w Wielkopolsce na pożegnanie lata"
czas start!
Panująca
długie miesiące pandemia sparaliżowała możliwość realizacji
wypraw kolejowych. Planowania wyjazdu na słowacką imprezę
Festival Parnich Lokomotiv w Trenčianská Teplá trwało
ponad 2 miesiące. Miały tam przybyć takie kultowe parowozy
jak 310 z Austrii, czy uwielbiany przeze mnie, a nigdy
nie widziany na żywo 01 202. Jego drużyna jeździ tak
efektownie, że większość filmów budzi mój ogromny podziw...
wybitni fachowcy, którym bardzo się chce, a parowóz
utrzymany jest w wyjątkowej sprawności. Miały być też
francuskie parowozy 241-A-65 i 141R, co łącznie pozwoliłoby
zobaczyć 15 parowozów! Do tego spalinówki, elektrowozy
i mniejsze pojazdy w malowaniach z epoki. Niestety,
jak człowiek się nastawi, to zazwyczaj nie wychodzi...
nie inaczej było tym razem, bo z tego zacnego grona
potwierdzono przybycie tylko tej pierwszej plus parowozy
dawnej CSD. Zrezygnowałem...
Jednak
wynegocjowany z Żoną wolny czas trzeba było wykorzystać!
Padł pomysł na pożegnanie lata z parowozami i małą objazdówką.
Główne cele, to Pt47-65 z planowcami w Wolsztynie, Borsig
na Maltance, Px48 w Środzie i Px48 w Krośnicach. Jedziemy
na pełnym luzie, bo ma być miło, bezstresowo, przyjemnie...
zapraszam na kilka wspomnień z tej wyprawy!
| Start
w piątek 24 września 2021 po pracy. Pokonujemy 360km
w blisko 5h... Oczywiście, kiedy siedzisz wpracy,wspaniała
pogoda i piękne Słońce, to standard. Wystarczyło
wyjechać w trasę i zaczął padać deszcz... deszcz...
deszcz... trzymał się z nami niemal cały wyjazd
odpuszczając dopiero w niedzielę. Do Wolsztyna dojeżdżamy
po 20-stej meldując się na kwaterze. Jak to bywa
ze mną nie przyjechałem tu spać! Ruszamy na szopę...
Pt47-65 rozpalana na obrotnicy, Ol49-69 na kanale
pod parą, jest moc! Ignorujemy tabliczkę, że Instytucja
Kultury otwarta jest od godziny 7 do 15, bo mamy
w głowie czasy, kiedy nocując w noclegowni po wieczornym
piwku szło się posiedzieć na ciepłych parowozach
w szopie. O my naiwni! Czasy się zmieniły... Przed
budynkiem Dyspozytora siedzi dwóch młodych pracowników.
Pytamy grzecznie, czy można... zapłacimy za bilet
i za zdjęcia i co tam jeszcze trzeba... NIE! |
|
Muzeum
czynne jest od 7 do 15 i zapraszamy jutro o 7! Ale...
ale... ale... może choć z obrotnicy ze 2 zdjęcia...
Przecież jechaliśmy tu prawie 400km, żeby Was odwiedzić...
przecież nie będziemy... Nie, bo szef, bo godziny, monitoring...
nie! I przypomina mi się film "Chłopaki nie płaczą",
gdzie główna postać Kuba, w tej roli młody Maciej Sztur,
spóźnia się na egzamin. Wówczas Pani, przychylna Kubie,
a zasiadająca w komisji egzaminacyjnej próbuje przekonać
Dziekana, aby jednak go egzaminował. Ten wówczas stanowczo,
podniesionym głosem, stwierdza
Droga Koleżanko!
Taka pobłażliwość wobec studentów jest niedopuszczalna!
Gotowi pomyśleć, że my! Tu! Jesteśmy dla nich! ;)
Pozostaje
wymęczyć jakieś marne kadry zza płotu... Ol49-69 jeżdżąca
w planie i obok cudowny Ty1...

No
i Pt47-65... kultowa seria pośpiesznych parowozów, a
w tle wystaje z szopy kolejna legenda Pm36-2.

Zawiedzeni
wracamy... gasimy po piwie i jdziemy spać. Zaraz! ale
ja tu nie przyjechałem spać! Pierwszy pociąg pod parą
Wolsztyn Poznań startuje o 7 z minutami. Przed odjazdem
trzeba zajrzeć na szopę... Naiwnie liczyłem, że o 6.00
zmieni się obsługa i ta druga będzie nieco przystępniejsza.
Kawa na stacji paliw i pełni nadziei jedziemy, a kto
tam na nas czeka? Ci sami Panowie, młodzi, wygadani,
równie mocno oddani swojemu pracodawcy, którzy informują,
że zapraszają o 7! Cytując klasyka... no nie bądźmy
wulgarni. Może argument, że planowy jedzie o 7? Panie!
Od 7! Moja mina? Bezcenna... kompan nie chciał już słuchać
i widzieć, jak nakręcony po porannej kawie zaczynam
głosić swoje racje odchodzi więc, a ja spuszczam nieco
z tonu... Szkoda, bo chętnie zostawiłbym te parę złotych
za wstęp i fotografowanie tak potrzebującej funduszy,
ledwo wiążącej koniec z końcem Instytucji Kultury...
instytucji utrzymywanej z dotacji przez podatnika dla
podatnika. Ale kogo to obchodzi? Swoją drogą noc w noclegowni,
to kolejne pieniądze, które przepływają przez palce
IK. Jednak przestało mnie to już martwić, trapić, irytować...
Po blisko dekadzie walki, jako wolontariusz, nie mam
ochoty walczyć... dostosowałem się! I wiem, że tu nigdy
nic się nie zmieni! Amen!
Stacja
Wolsztyn po remoncie nie koreluje szczególnie z epoką
pary. Czysty, pachnący, ciepły wewnątrz budynek z dużą
ilością akcentów kolejowych wewnątrz pozwala stwierdzić,
że kasa z unii została dobrze wydana. Można się ogrzać,
skorzystać z czystej toalety, jest ok. Idziemy w peron,
tam podstawia się Ol49 z sympatycznymi nieszczelnościami
kotła, ale to nie moje rybki i akwarium. Razem z Ol49
w peron podstawia się hobbysta z UK... no wiadomo ;)
Jedziemy na szlak fotografować
Zaczyna mocno padać!
Życie! Ale nie ma co marudzić... gonimy i focimy...

W
drugą stronę z Poznania do Wolsztyna też wykonujemy
kilka zdjęc... poniżej przystanek Ptaszkowo.

Mijanka
w Rakoniewicach i start do Wolsztyna...

Zajeżdżamy
aż do Wolsztyna i mamy troszkę czasu do drugiej pary,
a Olka zjeżdża na obrządzanie. Spacerek przy parowozach
odstawionych przy rampie robi przygnębiające wrażenie!
Parowozy od lat czekające na lepsze czasy, a niektóre
odrestaurowane ze składek zostały zdekompletowane, aby
ratować Pt47-65 po wykolejeniu jakiś czas temu. Ratunek?
Ok! Jednak, żeby dawców porzucić po nieudanych transplantacjach,
to jawne.... no! Wszyscy wiemy...
Pt47-106
odrestaurowana między innymi ze zbiórek realizowanych
podczas Parady Parowozów. Tender stoi bez wózków, a
parowóz bez niego...


Spacer
po szopie, to kolejny smutny etap, po wcześniejszych
widokach zdekompletowanych maszyn.
Pt47-65 posiadała kocioł tak brudny, że nie powstydziłaby
się pracy na zwałowisku KWK Sośnica, albo wyciągania
cygar spod Wielkiego Pieca Huty Katowice! Wszak nocna
zmiana pilnowała porządku w zamkniętej noclegowni i
furtki, aby nikt niepowołany nie wszedł na teren Instytucji
Kultury. Sprawy techniczne obu sprawnych maszyn pominę,
bo nie mam ochoty robić nikomu nieprzyjemności... jednak
żal było na to patrzeć! Na kultowy parowóz, kultowej
serii, przywrócony zaledwie parę lat temu ogromnym nakładem
pracy pracowników Skansenu w Chabówce. Przykre... smutne...
słabe... trzeba jednak wykonać parę kadrów. Oto jeden
z nich. Piękna maszyna!

Tłusta
oliwa... mechanizm Pt47-65...

W
parowozowni w jednym z wagonów krytych zorganizowana
zostąła wystawa wyposażenia stosowanego do wkolejania
pociagów stosowanych w pociągach ratunkowych. Sprzęt
z różnych epok, czy nitowana, stalowa skrzynia robią
wrażenie!

Na
ścianach znajdują się zdjęcia z tragicznych wypadków,
a wśród nich fotografia Pt47 o niezidentyfikowanym numerze
i miejscu. Jeśli ktoś zna historię tego zdarzenia proszę
o kontakt.

Czas
ruszyć na szlak, na drugą parę do Poznania i wykonać
kilka zdjęć. Ruszamy, a deszcz zaczyna tak mocno padać,
że świata nie widać... klasyka! Po chwili na całe szczęście
już się uspokaja i lekko mży do samego wieczora. Ol49
udaje się uchwycić w kilku miejscach. Poniżej rozruch
z Ptaszkowa w ulewnym deszczu.

Start
ze Stęszewa...

I
wyjazd ze Szreniawy po mijance z szynobusem. Tutaj żegnamy
się z piękną Oelą i ruszamy w dalszą drogę!

Kilka
kilometrów przed Poznaniem żegnamy się z Ol49-69 i jedziemy
na Maltankę. Tam w wyznaczonych dniach pracuje Borsig
z 1924 roku, czyli liczący 97 wiosen! Parowóz wspaniale
utrzymany, cudownie wyglądający, obsługiwany przez drużynę
z należytym szacunkiem i zaangażowaniem. Oglądanie tej
maszyny w akcji było czystą przyjemnością! Polecam wszystkim
spędzić tam jakieś popołudnie, bo miejsce jest godne
uwagi również dla rodzinnego spędzenia czasu. A tak
wygląda to w terenie...

Borsig
wita nas wjeżdżając na pętlę stacji Maltanka...

Chłopcy i ich Maszyny! ;)

Po
uwiecznieniu tego i owego nasze szpiegowskie siły kolejowe
musieliśmy przerzucić w okolice Środy Wielkopolskiej.
Wszak tam dnia kolejnego odbywają się dwa kursy Px48-1756
do Zaniemyśla.
Po dotarciu na stację parowóz jest już szykowany do
jazdy!

I
w trasę, a dalej pierwszy przystanek...

Strzał
z odmulacza ważna rzecz!

I
klasyk w Środzie Wielkopolskiej! Czyż, to nie piękny
widok?!

Po
drodze wykonujemy jeszcze kilka fotek z finałem na Kipie,
gdzie żegnamy się z Pxem!

Ruszamy
w dalszą drogę, do domu
niestety dwa dni w trasie chwilami
w strugach ulewnego deszczu mimo ratowania się różnymi
sposobami, zmęczeni ustalamy zmieniony plan powrotu
na Górny Śląsk i rezygnujemy z wizyty w Krośnicach,
bo i jazdy parowozu w taką pogodę były wysoce wątpliwe.
Ruszamy przez Witaszyce Wąskotorowe, Pleszew Wąskotorowy,
Ostrów Wielkopolski, i Kluczbork do doma
Wizyta
w Pleszewie po ukończeniu wszystkich prac remontowych
oraz ustawieniu parowozu po jego remoncie na eksponowanym
miejscu robi wspaniałe wrażenie. Wszystko zrobione ze
smakiem i funkcjonalnością. Niestety nie ma już klimatu,
jaki tutaj zastałem kilka lat temu, ale aby takie miejsca
żyły, a nie ulegały degradacji trzeba iść czasem na
kompromis. Niestety Witaszyce nie miały tyle szczęścia
i miejsce to zaraz całkowicie przejdzie do historii...
Tymczasem kończę relację z deszczowego pożegnania lata
z parowozami w Wielkopolsce, choć najbardziej żal Pt47-65,
która nie wyjechała na szlak. Jak się po paru tygodniach
okazało obecnie oczekuje naprawy głównej. Dziwne, że
parowóz już teraz odstawiono na P5, bo nie minęło 6
lat od daty ukończenia ostatniej naprawy w Chabówce.
Mam nadzieję, że będzie mi jeszcze dane zobaczyć Petuchę
pod parą!